Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
2 OTWARTA KSIEGA

Mój avatar

archiwum

    2013
    Sierpień
    Maj
    Kwiecień
    Marzec
    Luty
    Styczeń
    2012
    Grudzień
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Lipiec
    Marzec
    Luty
    2011
    Grudzień
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Czerwiec
    Maj
    Marzec
    Styczeń
    2010
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Sierpień
    Czerwiec
    Maj
    Kwiecień
    Marzec
    Styczeń
    2009
    Grudzień
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Lipiec
    Czerwiec
    Maj
    Kwiecień
    Marzec
    Luty
    Styczeń
    2008
    Grudzień
    Listopad
    Wrzesień
    Sierpień
    Lipiec
    Czerwiec
    Maj
    Kwiecień
    Marzec
    Luty
    Styczeń
    2007
    Grudzień
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Sierpień
    Lipiec
    Czerwiec
    Maj
    Kwiecień
    Marzec
    Luty
    Styczeń
    2006
    Grudzień
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Sierpień

linki

    inne
    mój fotosik
    Śpiewające konie
    JAK NALEŻ ZACHOWAĆ SIĘ NA DRODZE czyli nauka jazdy
    Piasek by Dydzio
    SABAT - FIRESHOW
    znajomi
    Agusa :)
    Dorota :)

ulubieni





Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 186922 osób

Powered by blog 4u

Kocham wiec istnieje, oto mój koniec i początek..

Delikatna jak płatki róży, ostra jak jej kolce, o oczach jak jej liście ustach słodkich jak kwiatu róży sok wczytaj się w pieśni słowa i pokochaj...

******

Ja... jestem jaka jestem...
Zagubiona w tym świecie pełnym cierpienia,
miłości, namiętności i wszystkich innych uczuć dzięki, którym wiem, że żyje.
Nie jestem mała dziewczynką,
ale nie czuje się jeszcze kobietą.
Nikt nie wie jaka jestem naprawde,
nawet ja sama...
Jaka jestem?
...

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

2 OTWARTA KSIEGA

2 OTWARTA KSIEGA
Nastepny dzien był lepszy i gorszy zarazem.
Lepszy, poniewa rano jeszcze nie padało, chocia niebo spowite było
nieprzepuszczajacymi swiatła chmurami. Wiedziałam te ju, czego moge sie spodziewac. W
szkole Mike usiadł ze mna na angielskim i odprowadził na nastepna lekcje, czemu Eric
przygladał sie nienawistnie. Nie powiem, schlebiało mi to. Pozostali uczniowie rzadziej sie na
mnie gapili, a lunch zjadłam w towarzystwie Mike'a, Erica, Jessiki i paru innych osób, które
ju rozpoznawałam. Pamietałam nawet, jak maja na imie. Niesmiało budziła sie we mnie nadzieja,
e oto stapam po wodzie, zamiast w niej tonac.
Gorszy, bo byłam zmeczona po kolejnej zarwanej nocy. Nadal przeszkadzał mi
huczacy wkoło domu wiatr. Gorszy, poniewa pan Verner wywołał mnie do odpowiedzi na
trygonometrii, chocia wcale sie nie zgłaszałam, a nie znałam prawidłowego rozwiazania.
Gorszy, bo grajac w znienawidzona siatkówke, gdy jeden jedyny raz nie uciekłam przed
piłka, trafiłam nia w głowe koleanki z druyny. A najokropniejsze było to, e Edward Cullen
nie przyszedł do szkoły.
Cały ranek bałam sie, e bedzie obrzucał mnie wrogimi spojrzeniami w stołówce, a
jednoczesnie miałam ochote spytac sie go, wprost, co jest grane. Przed zasnieciem
planowałam nawet, co mu powiem, choc znałam siebie zbyt dobrze, by wierzyc, e zdobede
sie na odwage.
Jednak, kiedy weszłam, z Jessica do stołówki i nie mogac sie powstrzymac, zerknełam
w strone stolika Cullenów, zobaczyłam, e siedza przy nim tylko cztery osoby. Mojego
przesladowcy wsród nich nie było.
Pojawił sie Mike i wskazał nam droge do swojego stolika. Jessica Wydawała sie
zachwycona jego zainteresowaniem, a jej paczka szybko do nas dołaczyła. Gdy wszyscy
wokół mnie przekomarzali sie Wesoło, siedziałam jak na szpilkach, czekajac na przybycie
Edwarda. Modliłam sie, eby po prostu mnie zignorował. Mogłabym wtedy myslec, e
poprzedniego dnia zle zinterpretowałam fakty.
Z minuty na minute robiłam sie coraz bardziej spieta.
Wchodzac do gabinetu biologicznego, czułam sie ju nieco lepiej - chłopak nie
przyszedł przecie na lunch. Mike, który charakterem przypominał golden retrievera, był
rzecz jasna u mojego boku. Na progu wstrzymałam na chwile oddech, ale zaraz przekonałam
sie, e i tu Edward nie dotarł. Odetchnawszy z ulga, ruszyłam w strone swojego miejsca,
Mike trajkotał tymczasem o zbliajacej sie wycieczce nad morze. Stał jeszcze jakis czas przy
mojej ławce, a gdy zabrzeczał dzwonek na lekcje, usmiechnał sie smutno i poszedł usiasc
koło jakiejs dziewczyny z aparatem na zebach i nieudana trwała. Wszystko wskazywało na to,
e bede niedługo musiała podjac jakas decyzje w zwiazku z Mikiem i nie bedzie ona naleała
do łatwych. W miescie tak małym jak Forks, gdzie plotki i ostracyzm naprawde potrafia
uprzykrzyc człowiekowi ycie, wskazana była dyplomacja. Miałam swiadomosc, e nie
nalee do osób przesadnie taktownych i brakuje mi doswiadczenia w obchodzeniu sie z
chłopcami.
Wiedziałam, e powinnam byc wniebowzieta, bo mam cała ławke tylko dla siebie i nie
musze znosic obecnosci nieprzychylnego mi sasiada, ale dreczyło mnie podejrzenie, e to z
mojego powodu opuszcza lekcje. Ty mała egocentryczno, myslałam, przecie to nie ma
sensu. Jak mogłabys wzbudzic u kogos podobnie silne uczucia? To niemoliwe. A mimo to
martwiłam sie, e moje przypuszczenia sie sprawdza.
Gdy lekcje wreszcie dobiegły konca i przybladł rumieniec, jaki zakwitł na mojej
twarzy po wypadku na meczu, szybko przebrałam sie z powrotem w dinsy i granatowy
sweter, eby przy drzwiach damskiej szatni nie zastac mojego wiernego retrievera. Raznym
krokiem dotarłam na szkolny parking, gdzie kreciło sie ju sporo odjedajacych uczniów. W
aucie przeszukałam jeszcze torbe, aby upewnic sie, czy mam wszystko, czego mi potrzeba.
Poprzedniego wieczoru odkryłam, e Charlie nie umie przygotowac nic poza
przysłowiowa jajecznica, poprosiłam, wiec, aby do mojego wyjazdu pozwolił mi objac rzady
w kuchni. Uczynił to checia - Odkryłam równie, e w domu nie ma adnych zapasów.
Uzbrojona w liste zakupów i nieco gotówki z ojcowskiego słoika z napisem „spoywka”,
planowałam pojechac po szkole do supermarketu.
Ignorujac uczniów, którzy odwrócili głowy, słyszac huk silnika dołaczyłam do kolejki
pojazdów, czekajacych na wyjazd. Próbowałam udawac, e to nie z mojego wozu
wydobywaja sie te ogłuszajace dzwieki. Zauwayłam Cullenów i bliznieta Hale wsiadajacych
do auta. Było to owo lsniace nowoscia volvo. No tak. Dopiero teraz zwróciłam uwage na ich
ubrania - przedtem zbytnio zafascynowały mnie twarze tej czwórki. Strojem take sie wyró
niali. Byli ubrani skromnie, ale mona było poznac, e gustuja w markach z najwyszej
półki. Zreszta, z takim wygladem mogliby chodzic w scierkach do naczyn i nadal robic
wraenie. Mieli, zatem i urode, i pieniadze - wydawało sie, e to troche nic fair. Ale tak to ju
zwykle w yciu bywa. No i mimo wszystko nikt tu za nimi chyba nie przepadał.
Nie, tu ju przesadziłam. Jesli nie mieli przyjaciół, to tylko z własnego wyboru. Takie
twarze musiały otwierac przed nimi wszystkie drzwi.
Gdy ich mijałam, podobnie jak pozostali odwrócili głowy, eby zobaczyc, skad
dochodzi ten straszny hałas. Starałam sie nie spuszczac wzroku z drogi i z ulga opusciłam
nareszcie teren szkoły.
Supermarket znajdował sie zaledwie kilka przecznic dalej. Wnetrze sklepu wygladało
zupełnie normalnie, jak w okolicach domu, co nieco poprawiło mi humor. W Phoenix
robienie zakupów te naleało do moich obowiazków i z przyjemnoscia oddalam sie
znajomemu zajeciu. Hala była na tyle dua, e nie słyszałam bebnienia deszczu o dach, które
przypominałoby mi o tym, gdzie jestem.
Po powrocie poupychałam kupione produkty w szafkach, majac nadzieje, e Charlie
nie bedzie miał nic przeciwko. Ziemniaki owinełam folia aluminiowa i włoyłam do
piekarnika, a steki pokryłam marynata i postawiłam w lodówce na chybotliwym nieco
kartonie z jajkami.
Skonczywszy przygotowania do obiadu, poszłam ze szkolna torba na góre. Zanim
zabrałam sie do odrabiania zadan domowych, przebrałam sie w pare suchych spodni od dresu,
zebrałam wilgotne włosy w konski ogon i po raz pierwszy od przyjazdu sprawdziłam
skrzynke mailowa. Miałam trzy nowe wiadomosci.
Pierwsza była od mamy. Pisała:
Daj znac zaraz po przyjezdzie, jak ci minał lot? Pada? Ju za toba tesknie. Niedługo
skoncze pakowanie przed Floryda, ale nigdzie nie moge znalezc swojej róowej bluzki. Wiesz
moe, gdzie ja połoyłam? Masz pozdrowienia od Phita. Mama
Westchnełam i otworzyłam nastepnego maila. Wysiano go osiem godzin po
pierwszym.
Bello, dlaczego nie odpisujesz? Na co czekasz? Mama
Ostatni przyszedł dzis rano.
Isabello, jesli nie odpiszesz do 17.30, dzwonie do Charliego.
Zerknełam na zegar. Miałam jeszcze godzine, ale mama znana była z popedliwosci.
Spokojnie, Mamo. Ju odpisuje. Nie wszczynaj alarmu. Bella
Wysiałam wiadomosc i zaczełam pisac nowa.
Jest fantastycznie. Oczywiscie pada. Chciałam napisac dopiero, jak bedzie, o czym.
Szkoła niezła, tylko troche monotonnie. Poznałam pare fajnych osób, które siadaja teraz ze
mna w stołówce.
Twoja bluzka jest w pralni chemicznej. Miałas ja odebrac w zeszły piatek.
Nie uwierzysz, Chanie kupił mi furgonetke! Zakochałam sie w niej pierwszego
wejrzenia, jest stara, ale solidna - dla mnie wystarczy.
Te za toba tesknie. Niedługo znowu napisze, ale nie mam zamiaru sprawdzac
skrzynki, co piec minut. Wyluzuj, wez głeboki wdech. Kocham cie.
Bella
Postanowiłam poprzedniego dnia, e przeczytam ponownie Wichrowe wzgórza, które
własnie przerabialismy na angielskim - ot tak, dla zabicia czasu - i gdy Charlie wrócił do
domu, byłam pograona w lekturze. Straciłam poczucie czasu. Popedziłam na dół, by wyjac
ziemniaki z piekarnika i usmayc steki.
- Bella? - zawołał ojciec, słyszac mnie na schodach. A któby inny, pomyslałam.
- Czesc, tato. Witaj w domu.
- Hej. - Odpiał kabure i zdjał wysokie buty, przygladajac sie, jak krzatam sie po
kuchni. O ile wiedziałam, nigdy na słubie nie uył broni, ale zawsze miał ja w gotowosci.
Kiedy byłam mała, zaraz po powrocie do domu wyjmował z niej naboje. Najwyrazniej uwaał
teraz, e jestem ju dosc dua, by nie postrzelic sie przez pomyłke, a take nie na tyle
zdesperowana, eby popełnic samobójstwo.
- Co na obiad? - zapytał nieufnie. Moja mama była kucharka pełna fantazji i jej
eksperymenty nie zawsze nadawały sie do spoycia. Zaskoczył mnie smutno tym, e nadal o
tym pamietał.
- Steki z ziemniakami - odpowiedziałam. Wygladał na usatysfakcjonowanego.
Chyba czuł sie niezrecznie, stojac tak z załoonymi rekami, poszedł, wiec do saloniku
ogladac telewizje. Dla obojga z nas było to najlepsze rozwiazanie. Gdy steki smayły sie na
patelni, przyrzadziłam sałatke i nakryłam do stołu.
Zawołałam, e obiad jest ju gotowy. Zapach, wypełniajacy kuchnie, przywitał
usmiechem.
- Ładnie pachnie, Bell.
- Dzieki.
Przez kilka minut jedlismy w zupełnym milczeniu. Było nam z tym dobrze, cisza nas
nie krepowała. Poniekad nadawalismy sie do mieszkania razem.
- A jak tam w szkole? Masz ju jakies koleanki? - odezwał sie w koncu ojciec,
siegajac po dokładke.
- Chodze na kilka przedmiotów z taka jedna Jessica. Siadam z jej paczka w stołówce.
Jest jeszcze Mike. Bardzo uczynny chłopak. W ogóle wszyscy sa raczej mili.
Z jednym bardzo ciekawym wyjatkiem.
- To jak nic Mike Newton. Miły dzieciak. Porzadna rodzina. Jego ojciec ma sklep ze
sprzetem sportowym za miastem. Forks ley na szlaku, wiec dobrze zarabia na tych
wszystkich turystach, których tu pełno.
- Znasz moe rodzine Cullenów? - zapytałam ostronie.
- Doktora Cullena? Jasne. To wielki człowiek.
- Ich dzieci... Troche sie wyróniaja. Chyba nie znalazły sobie miejsca w szkole.
Zdziwiła mnie jego zagniewana mina.
- Ech, ci ludzie - burknał. - Doktor Cullen to doskonały chirurg, który mógłby pewnie
pracowac w kadym szpitalu na swiecie i zarabiac dziesiec razy wiecej ni teraz. -
Wzburzony, stopniowo podnosił glos. - Mamy szczescie, e osiedlił sie tutaj. Ze jego ona
zgodziła sie zamieszkac w małym miescie. To prawdziwy skarb, a wszystkie jego dzieci sa
dobrze wychowane. Te miałem watpliwosci, kiedy sie tu sprowadzili z piatka adoptowanych
nastolatków. Balem sie, e beda z nimi jakies problemy. Ale okazało sie, e to dojrzali młodzi
ludzie i nigdy nie musiałem zaprzatac sobie nimi głowy. A nie moge tego powiedziec o
pociechach wielu z tych, którzy mieszkaja tu od pokolen. Trzymaja sie razem, jak przystało
na kochajaca sie rodzine - co drugi weekend jeda razem pochodzic po górach... Tylko,
dlatego, e sa nowi, ludzie sie na nich uwzieli.
Była to najdłusza przemowa Charliego, jaka w yciu słyszałam. Musiał naprawde
przejmowac sie tymi plotkami.
Postanowiłam nie opowiadac mu o swoich doswiadczeniach i Edwardem.
- Wydaja sie mili. Po prostu zauwayłam, e trzymaja sie razem. I bombowo
wygladaja - dodałam, eby udobruchac tate.
- ałuj, e nie widziałas samego doktora - rozesmiał sie Charlie. - Dzieki Bogu, e
jego małenstwo jest udane. Wiele pielegniarek ze szpitala ma trudnosci z koncentracja, kiedy
Cullen kreci sie w pobliu.
Obiad dokonczylismy w milczeniu. Zabrałam sie do mycia naczyn - nie było
zmywarki - a tato posprzatał ze stołu i wrócił przed telewizor. Gdy skonczyłam, poczłapałam
niechetnie na góre zrobic zadanie z matematyki. Przeczuwałam, e tak oto bedzie wygladał
nasz rozkład dnia.
Noc nareszcie była cicha i zmeczona szybko zasnełam.
Reszta tygodnia przebiegła bez zakłócen. Przyzwyczaiłam sie do kolejnosci zajec. Do
piatku nauczyłam sie rozpoznawac niemal wszystkich uczniów, poznałam te imiona
wiekszosci z nich. Dziewczyny z mojej druyny siatkówki wiedziały ju, e nie naley
podawac mi piłki i trzeba stawac przede mna, gdy przeciwnik celuje w moja strone. Byłam
zadowolona z tak obranej taktyki.
Edward nie przyszedł do szkoły ani razu.
Kadego dnia cała w nerwach czekałam, a Cullenowie pojawia sie w stołówce.
Dopiero wtedy mogłam sie odpreyc i właczyc do prowadzonych przy stole rozmów.
Dotyczyły głównie wycieczki do La Push Ocean Park, której termin wypadał za dwa
tygodnie, a organizował ja Mike. Przyjełam jego zaproszenie jedynie z grzecznosci - plae w
moim przekonaniu powinny byc suche i gorace.
W piatek weszłam do sali od biologii, zupełnie ju nie myslac o tym, czy zastane w
srodku Edwarda. Najwyrazniej postanowił rzucic szkołe. Chcac nie chcac, martwiłam sie
jednak troche, e to przeze mnie opuszcza lekcje, choc przypuszczenie to wydawało sie
absurdalne.
Równie w mój pierwszy weekend w Forks nie wydarzyło sie nic szczególnego.
Charlie, nienawykły do przesiadywania w domu, wiekszosc czasu spedził po prostu w pracy.
Sprzatnełam cały dom, odrobiłam zadania domowe i napisałam do mamy fałszywie
optymistycznego maila. W sobote podjechałam te do miejscowej biblioteki, ale była tak
marnie zaopatrzona, e nie było sensu sie zapisywac. Stwierdziłam, e wybiore sie niedługo
do Olympii lub Seattle w poszukiwaniu jakiejs dobrej ksiegarni. Zastanawiałam sie przez
chwile, ile te moje auto moe palic na setke, i nieco sie przeraziłam.
Przez cały weekend padało, ale niezbyt mocno, mogłam, wiec wysypiac sie bez
przeszkód.
W poniedziałek na parkingu, co rusz ktos mnie pozdrawiał. Nie pamietałam imion
wszystkich tych ludzi, ale usmiechałam sie do kadego i odmachiwałam. Było zimno, ale na
szczescie nie lalo. Na angielskim jak zwykle siedziałam z Mikiem. Mielismy niezapowiedziany
test z Wichrowych wzgórz, ale był prosty, bez adnych podchwytliwych pytan.
Nigdy bym nie pomyslała, e po tygodniu bede sie czuc w szkole tak pewnie, e bede
taka zadomowiona. Przekraczało to moje najsmielsze oczekiwania.
Kiedy wyszlismy na dwór, powietrze wypełniały wirujace, białe drobinki. Do moich
uszu dotarły wesołe okrzyki. Zimny wiatr osmagał mi nos i policzki.
- Fajno - powiedział Mike. - Pada snieg.
Spojrzałam na kłebki waty zbierajace sie wzdłu kraweników, a potem na te kołujace
chaotycznie wokół mojej głowy.
- Hm? - No tak. Snieg. Zegnaj, udany dniu. Mike wygladał na zaskoczonego.
- Nie lubisz sniegu?
- Nie. Oznacza, e ju za zimno na deszcz. - Czy to nie oczywiste? - Poza tym, gdzie
sie podziały te słynne płatki? No wiesz, kady jedyny w swoim rodzaju i takie tam. Te tu
przypominaja konce wacików do uszu.
- Nigdy nie widziałas, jak pada snieg? - spytał z niedowierzaniem w głosie.
- Jasne, e widziałam. W telewizji.
Chłopak wybuchł smiechem i w tym samym momencie dostał w tył głowy
obrzydliwa, topniejaca snieka. Odwrócilismy sie natychmiast, by zobaczyc, kto ja rzucił.
Stawiałam na Erica, który oddalał sie własnie pospiesznie - i to nie w kierunku budynku, w
którym miał nastepna lekcje. Mike równie go widac podejrzewał, bo przykucnał i zaczał
formowac z puchu własny pocisk.
- Zobaczymy sie na lunchu, dobra? - rzuciłam, odchodzac. - Wole siedziec w srodku,
kiedy ludzie zaczynaja w siebie ciskac tym mokrym paskudztwem.
Skinał tylko głowa, wpatrzony w oddalajaca sie sylwetke przeciwnika.
Przez cały ranek wszyscy trajkotali wielce podekscytowani o sniegu - najwyrazniej
padał po raz pierwszy w tym roku. Nie brałam udziału w tych rozmowach. Biały puch był
niby suchszy od deszczu, ale przecie topniał i tylko moczył skarpetki.
Do stołówki wybrałam sie rozwanie w towarzystwie Jessiki. W powietrzu a roiło sie
od snieek. W reku trzymałam skoroszyt, gotowa w razie potrzeby uyc go jako tarczy.
Jessica uwaała, e zachowuje sie dziwnie, ale cos w moich oczach kazało jej przestac
wychwalac te brutalna rozrywke.
Mike dołaczył do nas w drzwiach, usmiechniety od ucha do ucha, z kawałkami
topniejacego lodu we włosach, niszczacymi jego misterna fryzure. Gdy stawalismy na koncu
kolejki, dyskutowali z Jessica zawziecie o walce na snieki. Z przyzwyczajenia zerknełam w
strone stolika dziwacznego rodzenstwa i zamarłam. Siedziała przy nim cala piatka.
Jessica pociagneła mnie za rekaw.
- Hej, Bella, co dzis bierzesz?
Odwróciłam wzrok. Piekły mnie uszy. Nie przejmuj sie, uspokajałam sie w myslach.
Nie zrobiłas nic złego.
- Co z nia? - Mike cos zauwaył.
- Nic, nic - odpowiedziałam. - Wezme tylko napój. - I przesunełam sie z kolejka o
dwa kroki do przodu.
- Nie jestes głodna? - spytała Jessica.
- Zrobiło mi sie tak jakos niedobrze - powiedziałam ze wzrokiem nadal wbitym w
podłoge.
Saczyłam powoli swój napój, a głód skrecał mi kiszki. Niepotrzebnie zatroskany Mike
dwukrotnie starał sie dowiedziec, jak sie czuje. Powiedziałam mu, e to nic takiego,
zastanawiajac sie jednoczesnie, czy moe nie wykorzystac swojej niedyspozycji i nie
przeczekac biologii w gabinecie pielegniarki.
Co za idiotyczny pomysł. Dlaczego miałabym uciekac?
Postanowiłam zerknac jeden jedyny raz w strone stolika Cullenów. Jesli ten
agresywny dziad sie na mnie gapi, mam prawo stchórzyc i opuscic nastepna lekcje.
Zerknełam pod osłona rzes, nie odwracajac głowy. adne z piatki nie patrzyło w
moim kierunku, odwayłam sie, wiec przyjrzec im z nieco wieksza smiałoscia.
Własnie sie smiali. Chłopcy mieli włosy zupełnie mokre od topniejacego w nich
puchu. Emmett potrzasnał specjalnie głowa, eby dokuczyc dziewczynom, a te odchyliły sie
do tyłu. Jak wszyscy inni, cieszyli sie pierwszym sniegiem - tyle e, ze wzgledu na ich urode,
wygladało to jak scena z filmu.
To rozbawienie było niewatpliwie czyms nowym w ich zachowaniu, ale zmieniło sie
cos jeszcze, nie potrafiłam tylko okreslic dokładnie, co. Przyjrzałam sie badawczo
Edwardowi. Nie był ju taki blady - byc moe od zabaw na sniegu - a cienie pod jego oczami
nie raziły ju tak intensywna barwa. Ale to nie wszystko... Wcia nie wiedziałam, o co mi
chodzi, patrzyłam, wiec dalej, starajac sie cos wyłapac.
- Co jest, Bella? - Jessica zerkneła w te sama strone, co ja.
W tym samym momencie Edward odwrócił sie i nasze spojrzenia sie spotkały.
Spusciłam wzrok, pozwalajac, by twarz zakryły mi włosy. Byłam jednak pewna, e
nie dostrzegłam w jego oczach nic z dawnej wrogosci czy obrzydzenia. Znów wygladał
jedynie na nieco zaciekawionego i jakby odrobine zniecierpliwionego.
- Edward Cullen sie na ciebie gapi - szepneła mi do ucha Jessica, chichoczac.
- I nie jest wsciekły, prawda? - Nie mogłam sie powstrzymac.
- Skad - zdziwiła sie. - A ma jakies powody?
- Chyba za mna nie przepada - zwierzyłam sie. Nadal nie czułam sie za dobrze.
Przytuliłam policzek do ramienia.
- Cullenowie nikogo nie lubia, zreszta trudno, eby lubili, skoro na nikogo nie
zwracaja uwagi. Ale on nadal sie na ciebie gapi.
- A ty na niego. Przestan - syknełam.
achneła sie, ale posłuchała. Podniosłam głowe, eby sprawdzic, czy naprawde tak sie
stało, gotowa posunac sie do przemocy, jesli obstawałaby przy swoim.
Wtedy przerwał nam Mike. Planował urzadzic po szkole wielka bitwe na snieki na
parkingu i chciał wiedziec, czy sie dołaczymy. Jessica przystała na te propozycje z
entuzjazmem - widac było, e dla niego jest gotowa na wszystko, (a nic nie odpowiedziałam,
decydujac w myslach, e przeczekam bitwe w sali gimnastycznej.
Przez reszte lunchu nie rozgladałam sie ju na boki. Stwierdziłam te, e skoro
Edward nie wyglada na zagniewanego, musze spełnic dana sobie obietnice i isc na biologie.
Na mysl, e znowu mam koło niego siedziec, przechodziły mnie zimne dreszcze.
Nie chciałam isc na lekcje w towarzystwie Mike'a, który był popularnym celem dla
sniegowych snajperów, ale kiedy podeszlismy do drzwi stołówki, wszyscy prócz mnie
chórem jekneli z alu. Padał deszcz i cały snieg znikał szybko, sciekajac z chodników lodowatymi
strukami. Usmiechajac sie w duchu, naciagnełam na głowe kaptur. Mogłam isc do
domu zaraz po WF - ie!
W drodze do budynku nr 4 musiałam wysłuchiwac narzekan mojego oddanego kolegi.
Wszedłszy do klasy, dostrzegłam z ulga, e moja ławka jest pusta. Pan Banner kładł
własnie na kadej po mikroskopie i pudelku z zestawem szkiełek z gotowymi preparatami. Do
dzwonka zostało jeszcze pare minut i sale wypełniał szmer uczniowskich rozmów. Usiadłam i
zaczełam bazgrolic po okładce zeszytu, starajac sie nie patrzec na drzwi.
Usłyszałam wyraznie, e ktos odsuwa stojace obok krzesło, ale skupiłam wzrok na
swoim rysunku.
- Hej - powiedział cichym, melodyjnym głosem.
Podniosłam głowe, poraona tym, e do mnie mówi. Znów siedział na przeciwległym
krancu ławki, ale odwrócony w moja strone. Włosy miał potargane i mokre, ale i tak
wygladał, jakby dopiero, co skonczył krecic reklamówke elu do włosów. Spogladał na mnie
przyjaznie, z delikatnym usmiechem na boskich wargach, widac było jednak, e ma sie na
bacznosci.
- Nazywam sie Edward Cullen - ciagnał. - Nie miałem okazji przedstawic sie w
zeszłym tygodniu. A ty musisz byc Bella Swan.
Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myslec. Czyby w zeszły poniedziałek dreczyły
mnie omamy? Teraz zachowywał sie zupełnie normalnie i grzecznie. Czekał, musiałam sie
odezwac. Tyle, e nic zwyczajowego nie przychodziło mi do głowy.
- Skad wiesz, jak mam na imie? - wymamrotałam z trudem.
Zasmiał sie cicho, był przy tym taki czarujacy.
- Ach, sadze, e wszyscy tu wiedza, jak masz na imie. Całe miasteczko yło twoim
przyjazdem.
Skrzywiłam sie. Podejrzewałam, e tak było.
- Nie o to mi chodziło - drayłam uporczywie. - Skad wiedziałes, e powinienes
powiedziec „Bella”?
Cos mu sie nie zgadzało.
- Wolisz Isabelle?
- Nie, Belle - powiedziałam - ale myslałam, e Charlie, to znaczy mój tata, nazywa
mnie za moimi plecami Isabella. Nikt inny w szkole nic uył tego zdrobnienia, witajac sie ze
mna. - Czułam, e robie z siebie kompletna idiotke.
- Ach tak. - Nie podjał tematu. Zmieszana odwróciłam głowe. Na szczescie w tej
samej chwili pan Banner postanowił rozpoczac lekcje i musiałam skoncentrowac sie na jego
instrukcjach. Preparaty w pudełkach przedstawiały róne fazy mitozy komórek z czubka korzenia
cebuli, ale nie były ułoone po kolei. Pracujac w parach, mielismy ustalic własciwa
kolejnosc i odpowiednio oznaczyc wszystkie szkiełka. Nie moglismy korzystac z
podreczników. Za dwadziescia minut nauczyciel miał zrobic rundke i sprawdzic, komu sie
udało.
- Do dzieła - zakomenderował.
- Jak sadzisz, partnerko - zapytał Edward - panie przodem? - Podniosłam wzrok i
zobaczyłam, e usmiecha sie zawadiacko. Był taki piekny, e zaniemówiłam z wraenia i
znów wyszłam na idiotke.
- Albo moe ja zaczne, jesli nie masz nic przeciwko. - Przestał sie usmiechac.
Niechybnie zastanawiał sie, czy aby nie jestem opózniona umysłowo.
- Ju sie biore do roboty - odparłam, rumieniac sie.
Troche sie popisywałam, ale tylko odrobinke. Przerabiałam ju to w Phoenix i
wiedziałam, czego szukac. Umiesciłam pierwsze szkiełko we własciwym miejscu, nastawiłam
czterdziestokrotne powiekszenie i zerknełam w okular.
- To profaza - oswiadczyłam z przekonaniem.
- Pozwolisz, e zajrze? - spytał, gdy przymierzałam sie do zmienienia szkiełka. By
mnie powstrzymac, połoył swoja dłon na mojej. Jego palce były lodowate, jakby przed
lekcja trzymał je w snienej zaspie. Ale to nie, dlatego odskoczyłam, cofajac reke. Kiedy
mnie dotknał, przeszła jakas iskra, poczułam sie tak, jakby poraził mnie pradem.
- Przepraszam - baknał, zostawił mnie w spokoju i siegnał po mikroskop. Nadal, nieco
rozdygotana, przygladałam sie, jak bada próbke. Zajeło mu to jeszcze mniej czasu ni mnie.
- Profaza - zgodził sie, wpisujac to słowo w pierwsza rubryke naszego arkusza.
Zgrabnym ruchem wymienił szkiełko na nastepne i przyjrzał mu sie pobienie.
- Anafaza - mruknał pod nosem, wypełniajac kolejna rubryke.
- Pozwolisz? - Starałam sie przybrac obojetny ton.
Usmiechnał sie z wyszoscia i przesunał mikroskop w moja strone.
Z ochota przypiełam sie do okularu, ale spotkało mnie rozczarowanie. Skurczybyk
miał racje.
- Preparat numer trzy? - Nie patrzac na Edwarda, wyciagnełam reke.
Podał mi go z wielka ostronoscia. Wydawało sie, e nie chce za nic drugi raz
popełnic tego samego błedu i dotknac mojej skóry. Ambitnie ledwo zerknełam na komórki.
- Interfaza. - Podałam mu mikroskop, zanim o niego poprosił.
Rzucił okiem na próbke i zapisał nazwe fazy. Mogłam sama to zrobic, ale oniesmielał
mnie jego niezwykle schludny i elegancki charakter pisma. Nie chciałam oszpecic arkusza
swoimi kulfonami.
Skonczylismy z dua przewaga nad pozostałymi. Widziałam, e Mike i jego partnerka,
niezdecydowani, porównywali bez konca dwa preparaty, a inna para trzyma pod stołem
otwarty podrecznik.
W rezultacie nie miałam nic do roboty poza pilnowaniem sie, eby nie zerkac na
sasiada. Nic z tego. Okazało sie, e znów sie we mnie wpatruje, z ta sama niewytłumaczalna
frustracja w oczach, co w stołówce. Nagle zorientowałam sie, jaka to zmiana zaszła w wygladzie
całej piatki.
- Nosisz szkła kontaktowe? - spytałam bez zastanowienia. Odniosłam wraenie, e to
niespodziewane pytanie zbiło go z tropu.
- Nie.
- Ach - zmieszałam sie. - Nic takiego. Wydawało mi sie, e miałes jakies takie inne
oczy.
Wzruszył tylko ramionami. Przestałam patrzec w jego strone. Cos sie nie zgadzało.
Mogłabym przysiac, e w zeszłym tygodniu, kiedy wpatrywał sie we mnie z wsciekłoscia,
były ciemne. Pamietałam wyraznie ich matowa czern kontrastujaca z jego blada skóra i
kasztanowymi włosami. Dzis miały zupełnie inny kolor: dziwny odcien ochry, ciemniejszy od
kajmaku, ale w podobny sposób złocisty. Zachodziłam w głowe, jak to moliwe - chyba, e, z
jakichs powodów nie chciał sie przyznac, e nosi kontakty. Albo to Forks miało a mnie taki
wpływ i po prostu stopniowo traciłam rozum. Zerknełam pod ławke. Edward znów scisnał
dłon w piesc. Pan Banner podszedł do naszego stołu sprawdzic, czemu nie pracujemy.
Zauwaywszy wypełniony arkusz z odpowiedziami, uspokoił sie i ocenił, e sa prawidłowe.
- Nie pomyslałes, Edwardzie, e byłoby grzecznie dac szanse Isabelli? - spytał.
- Belli - poprawił go odruchowo chłopak. - Sama zidentyfikowała trzy na piec.
Nauczyciel przyjrzał mi sie sceptycznie.
- Przerabiałas to ju wczesniej?
- Nie z komórkami cebuli. - Usmiechnełam sie niesmiało.
- Na blastulisiei?
- Tak.
Pokiwał głowa.
- W Phoenix chodziłas na biologie dla zaawansowanych?
- Tak.
- Có - skwitował po chwili namysłu. - W takim razie dobrze sie złoyło, e siedzicie
razem. - Odchodzac, wymamrotał cos jeszcze. Powróciłam do gryzmolenia po okładce
zeszytu.
- Szkoda, e ze sniegu nic nie zostało, prawda? - spytał Edward. Odniosłam wraenie,
e zmusza sie do rozmowy. Paranoja znów dawała mi sie we znaki. Zaczełam sie bac, e
podsłuchał, jak rozmawiałam z Jessica przy lunchu, i teraz bedzie próbował przekonac mnie
do zimowej aury.
- Ja tam sie ciesze - odpowiedziałam szczerze, zamiast udawac normalna. Wszystko,
dlatego, e nie mogłam sie skupic, wcia gnebiona idiotycznymi podejrzeniami.
- Nie lubisz zimna. - To nie było pytanie.
- Ani wilgoci.
- Musisz sie tu meczyc.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo.
Dziwne, ale wydal sie tym zafascynowany. Jego twarz mnie rozpraszała.
Postanowiłam ograniczyc kontakt wzrokowy z rozmówca do absolutnego minimum.
- To, dlaczego tu przyjechałas?
Nikt wczesniej nie zadał mi tego pytania, a przynajmniej nie tak bezceremonialnie.
- To troche skomplikowane.
- Chyba sie nie pogubie - naciskał.
Zamysliłam sie na chwile, a potem popełniłam bład - odwróciłam głowe i nasze oczy
sie spotkały. Zmieszana odpowiedziałam bez namysłu:
- Moja mama ponownie wyszła za ma.
- To akurat nie jest zbyt skomplikowane - wtracił, ale zaraz dodał zaskakujaco
przyjaznym tonem terapeuty: - Kiedy dokładnie?
- We wrzesniu. - Zdziwiłam sie, słyszac smutek we własnym glosie.
- A ty nic przepadasz za ojczymem? - zasugerował delikatnie Edward.
- Nie, jest w porzadku. Moe troche za miody, ale miły.
- Dlaczego nadal z nimi nie mieszkasz?
Nie wiedziałam, czemu go to tak interesuje. Przygladał mi sie badawczo, jakby
historia mojego ycia była dla niego czyms niezwykle wanym.
- Phil duo podróuje. Jest zawodowym baseballista.
Usmiechnełam sie blado.
- Czy istnieje moliwosc, e znam jego nazwisko? - spytał, odwzajemniajac usmiech.
- Raczej nie. Nie jest jakis specjalnie dobry. Nigdy nie trafił do pierwszej ligi. Czesto
sie przeprowadza.
- I matka przysłała cie tutaj, eby móc z nim jezdzic. - Znów było to stwierdzenie, a
nie pytanie.
Wysunełam brode do przodu.
- Nikt mnie nie przysyłał. Sama sie przysłałam.
Zmarszczył czoło.
- Nie rozumiem - przyznał. Nie wiedziec, czemu, najwyrazniej był tym faktem
zmartwiony.
Westchnełam. Po co w ogóle zaczełam mu to wszystko tłumaczyc? Nadal przygladał
mi sie z nieukrywanym zaciekawieniem.
- Z poczatku została ze mna, ale teskniła. Było jej cieko. Postanowiłam, e bedzie
lepiej, jesli nareszcie spedze troche czasu z Charliem. - To ostatnie zdanie powiedziałam ju
niemal grobowym tonem.
- Ale teraz to tobie jest cieko - przypomniał mi.
- No to co? - spytałam prowokujaco.
- To chyba nie fair. - Wzruszył ramionami, ale w jego oczach arzyły sie iskierki
buntu.
Zasmiałam sie gorzko.
- Nikt cie jeszcze nie uswiadomił? Takie jest ycie.
- Chyba cos obiło mi sie o uszy - przyznał chłodno.
- ycie nic jest fair i tyle - podsumowałam, zastanawiajac sie, po kiego licha sie we
mnie tak wpatruje.
Patrzył sie teraz tak, jakby mnie oceniał.
- Robisz dobra mine do złej gry - oswiadczył, starannie dobierajac słowa. - Ale załoe
sie, e nie dajesz po sobie poznac, jak bardzo tak naprawde cierpisz.
Skrzywiłam sie tylko i odwróciłam wzrok, choc miałam ochote pokazac mu jezyk
niczym pieciolatka.
- Czy sie myle? Próbowałam go zignorowac.
- Nie sadze - dodał pewnym tonem.
- Co cie to w ogóle obchodzi? - warknełam poirytowana, nie patrzac w jego strone.
Nauczyciel nadal kraył po klasie, sprawdzajac wyniki poszczególnych par.
- Dobre pytanie - szepnał tak cicho, jakby sam zaczał zastanawiac sie, co nim kieruje.
Spodziewałam sie jakiejs odpowiedzi, ale Po kilku sekundach ciszy zorientowałam sie, e nic
z tego.
Westchnełam i wlepiłam wzrok w tablice.
- Dranie cie? - spytał. Wydawał sie rozbawiony.
Po raz kolejny zerknełam na niego nierozwanie, w rezultacie mówiac prawde.
- Niezupełnie. Jestem raczej zła na siebie. Tak łatwo sie czerwienie. Mama zawsze
powtarza, e moja twarz to otwarta ksiega. - Nachmurzyłam sie.
- Wrecz przeciwnie. Trudno mi cie przejrzec. - Chocia tyle mu o sobie
opowiedziałam i tylu rzeczy sie domyslił, o dziwo, zabrzmiało to szczerze.
- Pewnie zwykle nie masz z tym kłopotów.
- Zazwyczaj nic. - Usmiechnał sie szeroko, odsłaniajac rzad prosciutkich,
snienobiałych zebów.
Na szczescie pan Banner poprosił klase o uwage i z ulga odwróciłam sie w jego
strone. Trudno mi było uwierzyc, e ten piekny, dziwny chłopak, którego stosunek do mnie
pozostawał zagadka, dopiero, co nakłonił mnie do zwierzen. Dziwne - choc wydawał sie
zaabsorbowany nasza rozmowa, widziałam teraz katem oka, e znów odsunał sie ode mnie
jak najdalej, a obie dłonie zacisnał nerwowo na kancie blatu.
Bezskutecznie próbowałam skupic uwage na wyswietlanych własnie przez
nauczyciela na scianie poszczególnych fazach mitozy, których rozrónianie nie nastreczało mi
trudnosci nawet przez mikroskop.
Kiedy zabrzeczał upragniony dzwonek, Edward poderwał sie i wyszedł przed
wszystkimi, podobnie jak to zrobił tydzien wczesniej, a ja, tak jak wtedy, odprowadziłam go
do drzwi pełnym zdumienia spojrzeniem.
Mike znalazł sie w okamgnieniu u mego boku i zaczał pakowac moje rzeczy.
Brakowało mu tylko merdajacego ogona.
- Co za koszmarne cwiczenie - jeczał. - Wszystkie wygladały identycznie. Szczesciara
z ciebie, e miałas Cullena do pomocy.
- Wcale nie potrzebowałam pomocy - palnełam obruszona i ugryzłam sie w jezyk. -
Ju to przerabiałam - dodałam natychmiast, eby nie wyjsc na samochwałe.
- Cullen był dzis milusi, prawda? - zauwaył Mike, wkładajac kurtke. Nie był raczej
tym spostrzeeniem zachwycony.
- Nie mam pojecia, co go naszło w zeszły poniedziałek - powiedziałam kłamliwie
obojetnym tonem.
Idac z moim wiernym towarzyszem do sali gimnastycznej, nie potrafiłam
skoncentrowac sie na tym, co mówi, a i lekcja WF - u nic wyrwała mnie z zamyslenia. Dzieki
Mike'owi, który grał ze mna w jednej druynie i pilnował rycersko take mego kawałka
boiska, mogłam fantazjowac do woli, przerywajac jedynie na serwy. Pozostali zawodnicy,
nauczeni doswiadczeniem, umykali wówczas przezornie na boki.
Gdy szlam na parking, myło tylko delikatnie, ale i tak z ulga zamknełam sie w suchej
szoferce. Właczajac ogrzewanie, po raz pierwszy nie przejmowałam sie rykiem silnika.
Rozpiełam kurtke, spusciłam kaptur na plecy i rozczesałam palcami włosy, stroszac je przy
tym nieco, eby łatwiej było im wyschnac w drodze do domu.
Rozejrzałam sie, eby sprawdzic, czy nic nie jedzie. Nagle zauwayłam nieruchoma
postac w bieli. Edward Cullen stal trzy auta dalej, opierajac sie o przednie drzwiczki swojego
volvo, i nie spuszczał ze mnie wzroku. Natychmiast spojrzałam w inna strone i pospiesznie
wrzuciłam wsteczny - mało brakowało, a staranowałabym rdzewiejaca toyote corolle. Na
szczescie w pore wcisnełam hamulec. Taka toyote moja solidna furgonetka jak nic
rozniosłaby na strzepy. Nadal ignorujac chłopaka, wziełam głeboki wdech i ostronie
ponowiłam manewr. Tym razem poszło lepiej. Opusciłam parking ze wzrokiem wbitym w
jezdnie, ale mogłabym przysiac, e kiedy mijałam volvo, Edward sie smiał.
bloo 18/06/2009 23:33:55 [Powrót] Komentuj